O „łażeniu” po cmentarzach.
Dlaczego ludzie, nie tylko ci zawodowo związani ze śmiercią, lubią w czasie wolnym „łazić” po cmentarzach? Dobre pytanie… Nie będę generalizować. I z pewnością nie wszyscy to faktycznie robią i lubią.
Pamiętam, że po obronie pracy magisterskiej z historii sztuki na kilka dobrych lat dopadł mnie „muzeowstręt”. Pomimo szczerych chęci i wspaniałych wystaw, nie byłam w stanie przerobić kolejnej porcji sztuki live. Być może podobnie mają niektóre osoby z branży pogrzebowej?
Obserwuję jednak pewną tendencję, szczególnie w środowisku kulturalno-naukowym: osoby zajmujące się tematyką śmierci, żałoby i straty w wolnych chwilach, a nawet podczas urlopów, uprawiają lub organizują „cmentarne łazikowanie”. Dowody na to łatwo można znaleźć w sieci.

Niektórzy miłośnicy cmentarnych wędrówek wolą je celebrować w grupach i formie bardziej zorganizowanej. Agnes zza grobu, edukatorka o śmierci i tanatolożka oraz założycielka i prezeska fundacji „Funerarium” raz w miesiącu organizuje tzw. Zzagrobowe spacery po Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.
Chyba żaden pracownik Muzeum Kultury Sepulkralnej w Kassel nie potrafi oprzeć się pokusie odwiedzenia lokalnego cmentarza podczas prywatnych wypraw i podróży. Na stronie internetowej museum stworzyli zakładkę „Cmentarze Świata”, na której publikują krótkie reportaże i zdjęcia z takich wypraw.
W ramach ostatniej wystawy czasowej „Dazwischen 2.0” („Pomiędzy 2.0”) w tymże muzeum powstało interaktywne pomieszczenie, w którym odwiedzający mogli przyklejać własne zdjęcia zrobione na cmentarzach z całego świata. Efekt? Od podłogi aż po sufit ściany wypełnione dokumentacją fotograficzną od Islandii pod Australię.

Dlaczego my, cmentarni łaziciele, lubimy to robić?
Dla mnie jako historyczki sztuki cmentarze są odzwierciedleniem kultury (i sztuki) danego miejsca. Szczególnie cmentarze żydowskie (te, które przetrwały zagładę) bywają świadectwem zmieniających się na przestrzeni stuleci stylistycznych upodobań i trendów.

Wygląd i stan zachowania nekropolii wiele mówią o świecie żywych, ich relacjach, a także stosunku do śmierci i świata zmarłych. Ogromną różnicą jest bowiem, czy ciało zmarłego, owinięte jedynie w warstwy płótna, chowane jest nazajutrz po śmierci bezpośrednio w ziemi, czy jest kremowane i umieszczane w marmurowej urnie w krematorium, przypominającym regały z pewnego szwedzkiego sklepu. To, czy nagrobki są usypane z muszelek, zbudowane z żelbetonu, czy uklepane z ziemi pod drzewem, ma spore znaczenie dla zrozumienia świata żywych.


Pomijając te naukowe zainteresowania z pogranicza kulturoznawstwa, etnologii, socjologii i historii sztuki cmentarze (jak dotąd wszystkie, które odwiedziłam) są dla mnie pełną życia oazą spokoju, nierzadko zlokalizowaną w centrach zatłoczonych miast. Mały ruch, sporo zieleni i starodrzewy stanowią doskonałą bazę dla wielu zwierząt zamieszkujących cmentarze. I ta cisza jest inna niż w lesie czy miejskim parku, pełna czci i szacunku.


Podczas mojego ostatniego pobytu w Paryżu postanowiłam odwiedzić tę część miasta, w której jeszcze nie byłam – Montmartre, niegdysiejsze centrum życia artystycznego francuskiej stolicy. Moje wyobrażenia o romantycznej dzielnicy z małymi, urokliwymi kramikami i kawiarenkami szybko zweryfikowała rzeczywistość: przez wąskie uliczki przepływała rzeka turystów. Gdzie poszukałam schronienia i wytchnienia? Na obrzeżach dzielnicy, na Cmentarzu Północnym, jednej z najstarszych nekropolii Paryża.
Cmentarz na Montmartrze przypomina małe miasteczko: Większość grobów to pionowe, zamknięte kapliczki. Obszar cmentarza przecina sieć niezliczonych alejek, które są dodatkowo zacienione i zagęszczone przez stare drzewa. W bezpośrednim sąsiedztwie tętniącej życiem artystycznej dzielnicy ze słynnym Moulin Rouge cmentarz, ze swoim spokojem i ciszą, stanowi przyjemną przeciwwagę.

A Ty? (Dlaczego) lubisz łazić po cmentarzu?
