|

Czerń czyli brak.

Moja mama jest z wykształcenia fizykiem (lub fizyczką). W myśl zasady, że jabłko czasem jednak daleko pada od jabłoni, ja z fizyki zawsze byłam raczej kiepska. Jednak kilka zdań i fragmentów teorii wypowiadanych na głos w domu siłą rzeczy wbiło mi się w pamięć. Jedna z nich dotyczyła czerni. Punktem wyjścia była dyskusja na temat raczej lubianego w naszej rodzinie czarnego koloru. Moja mama skomentowała to w ten sposób:

Z punktu widzenia fizyki czerń to nie kolor, tylko brak koloru.

No i jak tego nie odnieść do żałoby? W końcu to proces adaptacji do braku czegoś lub kogoś.

Zaczęłam się zastanawiać nad czernią, co do której (przynajmniej w naszej szerokości geograficznej) utarło się przekonanie, że jest kolorem żałoby. To, że jest kolorem, a raczej brakiem koloru adekwatnym do procesu żałoby, zrozumiałam po komentarzu mojej mamy. Światło, które po rozszczepieniu daje wszystkie barwy widma (tęczę), kojarzy się przede wszystkim z życiem, wzrostem, stworzeniem („Niech stanie się światłość”). Czerń w fizyce oznacza brak światła (czyli brak koloru), ponieważ pochłania je w całości. Ciemność, adekwatnie, kojarzona była (i niekiedy nadal jest) raczej z chaosem, grzechem i śmiercią.

Anubis. domena publiczna
Pogrzeb w antycznej Grecji. domena publiczna

Już w starożytności sięgano po czerń w kontekście śmierci. Anubis, egipski bóg – opiekun zmarłych, przewodnik dusz w zaświaty oraz sędzia ważący na szali ludzkie serca – przedstawiany był często jako czarny szakal lub człowiek z czarną głową szakala. W starożytnej Grecji wynajmowano zawodowe płaczki, aby przewodziły grupom żałobników w okazywaniu rozpaczy. Kolorem dominującym (choć nie we wszystkich rejonach) była czerń. W czasach bardziej współczesnych za rozpowszechnienie czerni jako koloru żałoby odpowiedzialna była m.in. królowa Wiktoria („wdowa z Windsoru”), która po śmierci księcia-małżonka Alberta, aż do swojej śmierci, przez niemal 40 lat nosiła czerń.

Franz von Stuck, Pietà, 1891. domena publiczna

W książce „Piękno Bałcziku nie jest pogodne” („Die Schönheit von Baltschik ist keine heitere” – niedostępnej, póki co, w języku polskim) autorstwa Antonii Bontschevy, pojawia się ciekawy wątek czerni – w sensie „noszenia żałoby” – i jej oddziaływania na otoczenie. Główna bohaterka, po opuszczeniu Bułgarii przed upadkiem komunizmu i przeprowadzce do Niemiec, po śmierci ojca wraca do rodzinnego miasta Bałczik nad Morzem Czarnym. Niedługo po tym zdarzeniu zmuszona jest wrócić do Niemiec, tym razem w towarzystwie matki. Lata spędzone na emigracji zmieniły jej wrażliwość na znane z rodzinnych stron rytuały, o czym świadczy ten fragment:

„(…) Tydzień później mama oznajmiła, że jest gotowa pojechać do miasta. Zaproponowałam jej mój płaszcz — taki, który nie był czarny.

„Jestem w żałobie” — powiedziała mama. — „Wstydzisz się mnie czy co?”

„Nie, po prostu nie chciałabym, żeby ludzie patrzyli na ciebie z góry. U nas nie jest w zwyczaju, żeby kobiety ubierały się na czarno od stóp do głów.”

„A co noszą niemieckie kobiety, które straciły męża?” — zapytała mama.

„Nic szczególnego” — wzruszyłam ramionami. „Dlaczego całe miasto musi wiedzieć, że straciły męża?”

„Żeby okazać im współczucie” — odpowiedziała mama. — „Wdowy są bardzo wrażliwe. Potrzebują ochrony. Niemieckie wdowy nie potrzebują?”

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, ale rozumiałam mamę. Sama też chętnie nosiłabym żałobę, żeby uniknąć pewnych sytuacji”.

Fragment pochodzi z książki Antonii Bontschevy „Die Schönheit von Baltschik ist keine heitere”.

Anna Ancher, Żałoba, 1902. domena publiczna

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *